Dlaczego „klient”, a nie „pacjent”?

Przyjęło się mówić, że w psychoterapii Gestalt terapeuta pracuje z klientem. Fakt ten potrafi czasem zaskoczyć, czy wręcz rozbawić osoby, dla których bycie w terapii jest równoznaczne z przyjęciem roli pacjenta. Istotnie, samo sformułowanie „klient w terapii” jest dość niefortunne – słowo „klient” stanowi bowiem bezpośrednią kalkę z języka angielskiego i kojarzy się bardziej ze światem handlu niż sięganiem po pomoc i wsparcie. Dotąd jednak nie znaleziono w języku polskim bardziej trafnego określenia na osobę będącą w procesie terapii rozwojowej.

Samo rozróżnienie między słowami „klient” i „pacjent” ma niebagatelne znaczenie, ukazuje bowiem dwa różne konteksty pomagania: pracy terapeutycznej w prywatnym gabinecie oraz leczenia np. w gabinecie lekarskim w ramach służby zdrowia. O ile słowo „pacjent” kojarzy się głównie z osobą chorą (a więc przejawiającą pewne zaburzenia, które należy wyleczyć), o tyle „klient” oznacza człowieka, który przychodzi do terapeuty z decyzją, by coś w swoim życiu zmienić. Klient w terapii nie jest więc biernym chorym, któremu sugeruje się rozwiązania, daje zalecenia lub udziela rad, lecz odrębną, autonomiczną osobą, która aktywnie uczestniczy w procesie terapeutycznym i która ma na ten proces znaczący wpływ.

Propozycję rozdzielenia tych dwóch pojęć wprowadził przed laty Carl Rogers – jeden z twórców psychoterapii humanistycznej, który uznał, iż skuteczna terapia polega na głębokim i osobistym wejściu terapeuty w świat klienta po to, by być z nim w relacji człowiek-człowiek, nie zaś w powodującej asymetrię relacji lekarz-pacjent.

Menu